High Definition Dance Studio

Felieton: Dlaczego nie chodzimy na ,,tańce" ?

data: 2011-11-11

Dlaczego nie chodzimy na „tańce” ?

 

„Idę na tańce”, „Mam tańce”, „Jestem na tańcach” – takie stwierdzenia można usłyszeć z ust tancerzy w rozmowach z rówieśnikami lub rodzicami. Spróbujcie użyć jednego z nich przy którymkolwiek z instruktorów, a w dopowiedzi (w najlepszym wypadku) zostaniecie przeszyci złowrogim spojrzeniem.

 

Co jest z nimi nie tak? Cóż, słowo „tańce” kojarzy się bardziej z wiejską potańcówką w remizie strażackiej niż intensywnym treningiem. Można się także z nim spotkać w filmach i książkach ukazujących wydarzenia z poprzednich wieków i w żadnym wypadku nie mają nic wspólnego z doskonaleniem umiejętności tanecznych. W XVIII wiecznej Francji oznaczałoby to najprawdopodobniej wieczorną biesiadę, a nie baletowy spektakl. Wniosek nasuwa się jeden. Sami dewaluujemy naszą pasję, pokazujemy ją w świetle zabawy, niższości wobec innych dyscyplin. Osoby traktujące taniec hobbystycznie również narażają się na niezbyt poważne traktowanie, ponieważ „tańce” niewiele mają wspólnego z bolesnym rozciąganiem, litrami potu, siniakami czy innymi oznakami pracy i ciężkiego wysiłku fizycznego. Sam stałem się ofiarą podkpiwania ze strony znajomych, gdy przychodziłem do szkoły niewyspany po wielogodzinnych treningach, czy dawałem drugie w tym miesiącu zwolnienie z wf-u.

 

Apeluję zatem do wszystkich znajomych po fachu:

Nasza dyscyplina i tak jest niedoceniana zarówno wśród opinii publicznej, jak i w różnych instytucjach. Nie pogłębiajmy tego, nie bagatelizujmy naszego wysiłku. Zdecydowanie lepiej posłużyć się hiperbolicznym słowem „próba”(wskazującym bardziej na próbę do spektaklu tanecznego) lub zwyczajnym „trening”, „zajęcia”.

Bartosz Bogusławski

« Wróć do poprzedniej strony

Menu

XNie pokazuj tego powiadomieniaUwaga: Użytkowanie strony internetowej oznacza zgodę na używanie plików Cookie. Więcej informacji w polityce prywatności.